CHAINSAW METAL SLAUGHTER VOL.IV
Dnia 30.04.2004 o godz. 12.00 wyruszyliśmy kilkuosobową ekipą do uroczej miejscowosci Poznaniem zwanej, podróż przebiegała raczej spokojnie i już po kilku chwilach(7- godzinach jazdy!!!) byliśmy w pobliżu klubu"u BAZYLA", tam właśnie przywitał nas pan z ochrony słowami: "spierdalać z tym piwem na ulice".
Tak też uczyniliśmy. Po wypiciu zawartości naszych zapasów KULTURALNIE jebnęliśmy puste puszki na środek ulicy i udaliśmy się do wejścia, tam siedział ów miły pan i zbierał wejściówki. po uiszczeniu opłaty w wys. 6(66)ciu zł. każdy z przybyłych otrzymał małą pieczątkę z dosyć ciekawą treścią : " MIĘSO, WĘDLINY, DRÓB".(szkoda że nie mięso armatnie...).

Chwilę pózniej po wypiciu piwa, dał się słyszeć przerażliwy jazgot z sali obok, sprawcą tego zamięszania nie był nikt inny tylko panowie z
"TARAN".
W pieszczochach i z umalowanymi twarzami wyglądali jakoby swieżo powstawali z grobów, ale o to chyba w tym wszystkim biega...Muzycznie też nie wypadli źle, widać było zgodność miedzy nimi i zgranie jakiego nie powstydziłby się żaden ze znanych mi zespołów. TARAN jak sama nazwa wskazuje nie tylko taran`ował ale i konkretnie napierdalał robiąc przy tym tyle znakonitego chałasu, że z każdą chwilą czułem się coraz bardziej przesiąknięty ich muzyką . Publiczność reagowała bardzo żywiołowo na każdy z zaprezentowanych numerów, i jakże szybko zawiodła się gdy zespół zakończył swój show.

Następny w kolejce miał grać "STRANDHOGG", ale ktoś popierdolił listę i na scenę wkroczył
"INFERNAL WAR", który miał grać przedostatni, hmmmm....... prawdopodobnie stwierdzili że jak wczesniej zagrają to się wcześniej najebią , w tym momencie moja relacja powinna przejść do następnego zespołu, czemu? to jest kurwa
INFERNAL WAR!!! nic dodać nic ująć.
INFERNAL WAR mało nie rozjebało tej budy, juz pierwsze dżwięki były tak okrutne i tak soczyście wypałnione nienawiścią że aż krew wrzała.
Pierwsze 2 utwory,"life is war", "ściąć nazareńczyka" widać nie były nikomu obce głowy odskakiwały na każdą możliwą stronę. Przy trzecim utworze pojawiła sie mała dedykacja "dla wszystkich chrześcijańskich bękartów- czarne legiony ss" takiego rozpierdolu mozna było sie po nich spodziewać, to właśnie słuchając takich utworów człowiek zaczyna rozumieć co to jest black metal!!! nie ma tu miejsca na wycie jakichś gotyckich cip ani smęcenia cukierkowych fiutów a`la czildren off bódóm, to nie koniec niespodzianek dalej po"genicide commando" pojawił się a raczej pierdolnął jak grom z jasnego nieba(?) "crosm time tripe of jesus christ" nowy utwór z nowego albumu. Dalej "lata nienawiści" , "blok 11" i kolejny nowy ale NIE gorszy od poprzedników "terror front", i na deser, aby zaspokoić tłum rozszalałych fanów(i fanek) "satanic martial terror".
Publiczność również reagowała odpowiednio, nie ma się do czego przyczepić, no może poza jednym "pacjentem" króry najwyraźniej chciał się dowartościować i zaczął szarpać wszystkimi na około... nie ważne czy był to facet, niewiasta, czy dziecko, bo było tam też paru true (troo, he he) black, których wiek nie przekraczał 12 -może 13 lat. Im też dojebał, cóż za siła. Może się myle, ale czyż do takiej muzyki nie pasuje bardziej machanie głową a nie jakieś punkowe kopanie pobratymców- nie wiem jestem ze wsi i mogę się nie znać...
Po opętańczym koncercie, gniotąc katolickie ścierwo, zespół poszedł pić!!!

Następni na dechach staneli
"STRANDHOGG" , zaskoczyli mnie bardzo miło, mlody zespół a grają jak weterani, black w ich wykonaniu to prawdziwa profanacja tego co święte, niszczące riffy, młucąca perkusja i tak przeżarte gardło wokalisty , że nawet ruski spirytus nie byłby w stanie tego dokonać, może za bardzo ich wychwalam, ale jak się komuś nie podoba niech zmieni adres strony na :radio-maryja.com, i niech się zwieży. wracając do zespołu...jak ich opisać? szatański make up, diabelskie miny, widać było drobne poddenerwowanie, które nie odbiło się na jakości muzyki. Napierali, napierali, i nie chcieli przestać, jedyne zwolnienia, doskonale wkomponowane, były to przerwy pomiędzy utworami.Tak minęły mi 3 pierwsze utwory czyli "king of black horde" , "sign of disgrace" i "in the darkness..." o tu nowość troszkę dłuższa przerwa chyba z 5 sekund i znów rozpierdol "in eternal fire" , oni chyba nie znają litości ale na takie łojenie liczyłem , w ich oczach widziałem taką pasję że gdyby ktoś coś źle powiedział, dostałby z podręcznego topora...
"lions teeth", "at the end of the moonlight path", nie odróżniają się zbytnio niczym od poprzedników, nie są monotonne ale też nie wprowadzają nic eksperymentalnego - na szczęście , prosty black starej szkoły. I jeszcze jeden numer ktoś kto nie zna niech wypierdala... zajebiście zagrany z nowymi tzw. elementami, "transilvanian hunger/martyr" , takim oto pożegnaniem uraczył nas
"STRANDHOGG".

Podbudowany poprzednimi kapelami (wszystkimi) i kolejnym browarem czekałem aż uderzy
CARPE NOCTEM i stało sie, jak przez kilka chwil darł ryja pewien dziwny kolega, "tej nocy szatan zstąpi na ziemię, tej nocy szatan, szatan....." bo jeśli nie zstąpił przedtem to teraz był...
Gdy wyszli na scenę, moim oczom ukazał się zespół w całej swej okazałości, wokalista z wyeksponowaną, pozbawioną jakiegokolwiek odzienia klatą, panie zapewne miały już mokro...
Mimo braku makijażu ich występ nie okazał się gorszy, wszak nie szata (i make-up) zdobi metalowca!
Zaczeli od "dreams of mind obscure" by po chwili przejść do "cienia nad umierającą wiarą" nazwy mówią same za siebie, oni chyba nie liczą że zrobią karierę w MTV, tekiego czegoś nie wystawia się do publicznego przekazu, no chyba że chce się trafić do gazet i sądów o obraze uczuć religijnych pierdolonych katoli... zwarzywszy iż wokalista wyciągnął dosyć ładną i na pewno przyjemną w dotyku kozią głowę...
Mimo iż nie przepadam za klawiszami, to w ich przypadku można to wybaczyć, a nawet pochwalić, gdyż w specyficzny sposób nadają muzyce odpowiedni klimat i podkreślają brzmienie całości i przede wszystkim NIE sa podstawowym elementem muzyki!
Nie wiedziec czemu przy "whirl of hate" i "zdetronizowanej świętości" stałem w drobnym transie nie mogąc oderwać się choćby na chwile i zrobić jakąś fotkę? może to wpływ piwska w połączeniu ze schizofremicznymi dźwiękami tworzą taki stan?
"Anielska dekadencja" - no i mamy młyn, ludzie się szarpią, biją, nieliczni machają głowami , widać symfonic- black/death robi sporą karierę w poznaniu...I ostatni z "dreams..." jaki zagrali to "królowa sennego koszmaru" bardzo łatwo wpadający w ucho.
Reszta utworów: "boski uzurpator","antybóg" i aby przepowiedni stało sie za dość "wyrocznia".
Ogólnie koncert wypadł dobrze, ale można by go trochę ulepszyć np. zbiorowym samobójstwem, czy za(lub ZE)rżnięciem dziewicy... nie mam sie do czego przyjebać tylko do tego że nie lubie klawiszy, ale to moje zdanie.

Uuuuu...... wieczorne wycie wilków, purpurowe niebo, krew z diabelskich mieczy tryskająca na świeżo odcięte chrześcijańskie ryje..., drżyjcie niebiosa oto nadchodzi
THUNDERBOLT!!!
Nadbiegłem przerażony że się spóźniłem, ale na szczęście najlepsze było przede mną. Figurki matki boskiej porozstawiano przed sceną i jedna w ręce Paimona , cóż on z nią mógł robić, nie musiałem długo czekać aby się przekonać, szyderczy uśmiech do figurki, krótki rzut okiem w stronę publiczności i mała figurka runęła na ziemie roztrzaskując się z hukiem. kto nie widział niech żałuje jak ta i reszta figurek mało nie zaczęły krwawić i błagać o litość pod butami rozszalałej publiki... czy możecie sobie wyobrazić miny maniaków opętanych i depczących statułetki? piękny widok, a koncert jeszcze się nie zaczął. Zadyma na całej linii takiego młymu nie było na poprzednich wystepach...
po chwili przed sceną zostało 6 - 7 osób szarpiących sie na wzajem, reszta oddaliła sie w każde możliwe miejsce, na stoły ,krzesła byle widzieć
owy wymalowany zespół grający coraz bardziej blużnierczo...tak nawiasem, ciekaw jestem kto zaprogramował perkusiste, do chuja on gra jak jakiś automat,i gdyby się nie spocił myślałbym że to jakis cyborg , wiecie co powinno pisać we wkładce na nowym albumie? coś w rodzaju" music by.... , lyric by..., a perkusista zaprogramował się sam...(he he)".
Tóż przed północą w przerwie pomiedzy utworami ktoś wszedł i
rzucił " jeszcze kilka minut w wolnej polsce..." (!!!) i za jakieś 2-3 minuty przyniesiono średnich rozmiarów flagę unii europejskiej. Owa flaga została najpierw zdeptana , następnie ktoś wsadził ją sobie między nogi i zaczął się obscenicznie podcierać, po wyjęciu jej z pomiędzy krocza została rozdarta na dwoje i opluta , znów zdeptana i w ogóle rozjebana jak świnia na dożynki...
Tego się nie da opisać kto nie słyszał THUNDERBOLT , kto nie był na ich koncercie , i w końcu kto nie wie o co im chodzi , ten nigdy nie powinien nazywać się blakowcem. KONIEC.
Z przeraźliwą predkością zagrane ostatnie numery (Paimon miałeś racje, nowy materiał urywa łeb) i koniec...? nie, nie został jeszcze jezus przytwierdzony do statywu mikrofonu, po chwili jebnięty na ziemię i kolejne ciekawe słowa "zróbcie z nim co chcecie" i jak szarańcza gryżli deptali i pluli w bojkie oblicze pana... jeszcze chwila i syn boga z oderwaną łapą zostałby ukrzyżowany drugi raz, był on w gorszym stanie niż po drodze krzyżowej...
I tak po krótce wyglądał ich show robiąc sieczkę z mózgu, gwałcąc imię pana i wystawiając jego sługi na pośmiewisko, nie zmieniajcie się nigdy panowie...

Nadszedł czas na
BLOODTHRIST, i tu muszę się przyznać że widziałem 2 numery bo czas naglił i chcąc nie chcąc trzeba było sie ulotnić...3 osobowa ekipa wyszła.
Proste riffy zagrane z dokładnością skalpela chirurgicznego, słyszałem porównanie że grają jak stary kreator i sodom, z tym mogę się zgodzić, ale po dwóch utworach nie można stwierdzić... to co słyszałem było świetne, jak reszta, ponoć też tak samo mam nadzieje że usłyszę ich jeszcze na żywo.
Z tego miejsca chciałem przeprosić zespół za skromny opis...
Ja tam byłem miód i browar piłem, a kto nie był niech się potnie!!!
Jeśli ktoś jest zainteresowany zdjęciami z tego koncertu(ponad 60 fotek w pełnej rozdzielczości) niech pisze na adresy:
krieg1@o2.pl lub ankhou@op.pl
/ Krieg
/